Takie programu w polskiej telewizji nie było chyba nigdy. „Wybacz mi” poruszał temat, jaki jeszcze w żadnym talk-show nie został poruszony – zjednywał pokłóconych ludzi. Wystarczyło, że do programu zgłosiła się osoba, która czuła, że musi przeprosić bliskiego albo przyjaciela za swoje zachowanie, ale bała się odmowy i wszystko zostawało załatwiane za pośrednictwem telewizji. Do poszkodowanej osoby jechała furgonetka, w której znajdował się wielki bukiet kwiatów, a prezenter przedstawiał sytuację. Wtedy mieliśmy do czynienia z kluczowym momentem – osoba taka albo zatrzasnęła drzwi, nie chcąc słyszeć o jakichkolwiek przeprosinach albo przyjęła kwiaty i zgodziła się na spotkanie z awanturnikiem. Nastęnie często dochodziło do spotkania zwaśnionych stron i wyjaśnień, a także serii uścisków. Dla wrażliwych osób, program był często wyciskaczem łez i na pewno dawał dużą dozę rozrywki, jednak nie przetrwał na antenie zbyt długo. Potem pojawiły się programy w podobnym stylu, np. „Zerwany więzi”, gdzie redaktorzy poszukiwali zagubionej rodziny, ale i ten program nie odniósł jakiegoś spektakularnego sukcesu. Kto wiem, może warto byłoby się jeszcze raz zastanowić nad podobnym pomysłem? Wszak ludzie bardzo lubią oglądać ludzkie koleje losu.